Kościół Jezusa Chrystusa 
w
Warszawie

Tel. +48 572 566 690

kjch.com.pl@gmail.com

Plac Żelaznej Bramy 10

(Pałac Lubomirskich)

Warszawa

  • White Facebook Icon
  • YouTube

©2019 Kościół Jezusa Chrystusa w Warszawie

Świadectwa nawrócenia

Świadectwo Irenki

Mam na imię Irena. Skończyłam 30 lat. Od wieku 8 lat miałam problemy natury emocjonalnej i psychicznej, które były spowodowane przemocą w domu rodzinnym. Przez lata zmagałam się z różnymi lękami, stanami depresyjnymi, apatią, myślami samobójczymi i niechęcią do życia. W efekcie końcowym miałam dwie próby samobójcze.

Zawsze byłam osobą wierzącą i kochającą Jezusa, ufałam mu nawet wtedy, gdy już nie miałam siły na zaufanie, co było spowodowane ogromnym bólem i cierpieniem psychicznym. Niezależnie od tego wszystkiego Bóg był moim przyjacielem, ojcem, był przy mnie w każdej sekundzie mojego życia.

Po wyznaniu Jezusa moim Panem i Zbawicielem i powierzeniu mu mojego życia, zaczęły się dziać cuda w moim życiu. Przełomowym momentem w moim życiu był chrzest wodny, podczas którego zostałam uwolniona od dręczących mnie zwierzchności. Jezus spowodował, że pokochałam siebie i swoje życie oraz zaakceptowałam siebie taką jaką jestem. Oprócz tego Bóg uwolnił mnie od myśli samobójczych, lęków, stanów depresyjnych itp. Czuję się tak, jakbym teraz była wolna, czekałam na to ponad 20 lat, ufałam i wierzyłam Jezusowi.

Bóg jest wspaniały, kocha Cię i akceptuje takim, jakim jesteś.

Świadectwo Adama

Mam na imię Adam. Pochodzę z rodziny ziemiańskiej, w której bardzo silna była wiara we własne siły i możliwości, wiara w konieczność ciężkiej pracy zawodowej i społecznej. Oraz, jeżeli taka była konieczność, nie szczędzenia własnej krwi dla Ojczyzny. Praca jest rzeczą dobrą, ale my ludzie, jeżeli żyjemy bez Boga, nie potrafimy ustanowić właściwych priorytetów i proporcji w naszym życiu.

Tak było i u nas. Był czas, kiedy ja i moja żona mieliśmy nadmiar obowiązków. Byliśmy przemęczeni i zagubieni w tym wszystkim. Ja na dodatek ciężko chorowałem. Brak było w naszym życiu czasu na Boga. Jednak ja, tak jak moja żona, miałem od pewnego czasu potrzebę poznania Boga. Nie rozmawialiśmy o tym i oboje nie wiedzieliśmy, jak zdobyć wiedzę o Nim.

Czy to możliwe, że Bóg jest tak blisko?

Pewnego dnia, w szczytowym okresie naszych problemów, moja żona wróciła do domu zupełnie odmieniona. Powiedziała mi, że przyjęła Jezusa, jako swojego Pana i Zbawiciela. Opowiedziała mi o tym, co przeżyła. Nie mogłem uwierzyć, że to jest takie proste. Mój umysł historyka – intelektualisty odrzucał prostotę Ewangelii. Szukałem po ludzku bardziej skomplikowanej drogi do Boga, wracając do tradycji. Z drugiej jednak strony kościół nie zaspokajał mojej potrzeby zbliżenia się do Boga. Po raz pierwszy od dawna poszedłem do spowiedzi. Ksiądz, który był spowiednikiem nie zrozumiał moich rozterek, nie potrafił mi pomóc. Na dodatek uczestnictwo w chrześcijańskiej konferencji, która daleko odbiegała od znanych mi wzorców, wzbudziło na pewien czas moją niechęć do zborów chrześcijańskich.

„I wzywaj mnie w dniu niedoli, Wybawię Cię, a ty mnie uwielbisz”Psalm 50:15

Pewnego dnia pojechałem wraz z kilkoma osobami z Komisji Historycznej Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego, w której aktywnie działałem, do Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu. W trakcie pobytu tam poczułem się bardzo źle. W moim organizmie nastąpiło coś w rodzaju zapaści i odezwała się moja choroba reumatyczna, która bardzo utrudniała, a czasem nawet uniemożliwiała mi jazdę samochodem. Podróż ta zakończyła się pobytem w szpitalu i zabiegiem operacyjnym. Wcześniej jednak musieliśmy jakoś wrócić do Warszawy, a nikt z moich współtowarzyszy nie mógł mnie zastąpić za kierownicą. Co jakiś czas musieliśmy się zatrzymywać. Wychodziłem wtedy z samochodu, kładąc się na ziemi aby obniżyła się gorączka. Wielkie krople potu zalewały mi twarz. Towarzyszące mi osoby miały w oczach przerażenie. Zapewne była to najgorsza podróż w ich życiu. Gdy wreszcie dojechaliśmy do Warszawy i stanęliśmy na parkingu, oni oddalili się w pośpiechu, a ja zwróciłem się do Boga całym sercem i podziękowałem Mu, że dotarliśmy żywi na miejsce. Po raz pierwszy w moim życiu zrozumiałem i przyjąłem prawdę, że moje ludzkie siły są ograniczone i że muszę zaufać Bogu, aby moje życie miało sens.

Jakiś czas później, w domu, pomodliłem się z żoną i przyjąłem Jezusa do swojego serca, jako mojego Pana i Zbawiciela. Bóg rozpoczął proces odnawiania mego umysłu i serca przez Ducha Świętego. Nasze życie zaczęło się zmieniać. Bóg pokazał nam właściwy system wartości, dzięki któremu jest się blisko Boga i łatwiej jest żyć. Świadomość oczyszczającej Ofiary Jezusa na krzyżu pozwala nam żyć w Jego Łasce i Miłości. Pozbyliśmy się zajęć, które nie przynosiły Bogu chwały, a zajmowały nasz czas. Bóg nauczył mnie przebaczać i powoli zaczął zmieniać mój nieraz agresywny stosunek do innych.

Dziękuję Mu z całego serca, że mnie odnalazł, zbawił i dał mi drugie życie, że mogę być Jego dzieckiem. Dziękuję, że wciąż mnie odmienia i prowadzi.

Świadectwo Doroty

Mam na imię Dorota. Zanim przeżyłam osobiste spotkanie z Jezusem moje życie wyglądało teoretycznie normalnie. Miałam szczęśliwą rodzinę (mąż i dwoje jeszcze wtedy małych dzieci) oraz dodatkowo dobrą pracę, która zapewniała nam dostanie życie. Byłam również osobą wierzącą w Boga i chodziłam do Kościoła.

Jednak w głębi duszy nie opuszczała mnie tęsknota za czymś niesprecyzowanym, świadomość duchowej pustki w moim sercu. Nie rozmawiałam na ten temat z nikim, bo jak można skarżyć się na brak czegoś podczas, kiedy ma się tak wiele.

Zauważyłam, że ludzie wokół mnie bardziej lub mniej świadomie zagłuszają w sobie refleksję nad swoim życiem ucieczką w pracę, organizowaniem spotkań towarzyskich, ciekawych wyjazdów oraz budowaniem swojego bezpieczeństwa w dobrobycie, hobby. Nie czułam się w tym spełniona. W tym czasie zaczęły piętrzyć się trudności. Coraz więcej pracy, nieprzewidzianych komplikacji i związanych z tym stresów, nieprzespane noce i zmęczenie towarzyszące wychowaniu małych dzieci oraz prowadzeniu domu. Ogromny wysiłek podołania tym wyzwaniom poprzez wymaganie od siebie więcej, bycia lepszą i bardziej sumienną osobą wywoływał odwrotny skutek: frustrację, nerwy, nieporozumienia, brak radości w życiu. Byłam pewna, że Bóg nie jest ze mnie zadowolony i zaczął mi towarzyszyć strach o przyszłość mojej rodziny. Dręczyły mnie pytania dlaczego moje wysiłki i starania nie są wystarczające aby zapewnić nam dobre życie w pokoju i radości.

Wtedy spotkałam osobę, która powiedziała mi, że w przeszłości wiodła życie nieprawe, ale oddała swoje życie Panu Jezusowi i On ją zmienił. W jednej chwili stało się oczywiste, że jest to dla mnie odpowiedź. Ponieważ tej nocy dzieci wyjątkowo długo nie chciały zasnąć kładłam się do łóżka płacząc ze zmęczenia i zdołałam tylko zawołać „Panie Jezu oddaję Ci swoje życie, zrób z nim, co chcesz, bo nie chcę już radzić sobie sama”.

Kiedy obudziłam się następnego ranka w moim wnętrzu panowała atmosfera pokoju i miłości, radości i nadziei. Wiedziałam, że Bóg odpowiedział na moje wołanie i od dziś już nigdy nie będę sama. Byłam jak czysta kartka, z której Bóg wymazał wszystkie grzechy, jak nowo narodzone dziecko, któremu dano drugą szansę. Zrozumiałam, że człowiek nie może zbawić się sam ani zmienić się sam. Doświadczyłam pewności życia wiecznego z Bogiem, które Jezus zapewnił mi na Golgocie. Odszedł strach o życie, a w jego miejsce przyszła pewność, że Bóg troszczy się o nie i chce dla mnie dobrych rzeczy. Zapragnęłam każdy dzień zaczynać, przeżywać i kończyć z Nim. Od razu sięgnęłam po Biblię, której kiedyś nie mogłam zrozumieć, jednak tym razem była dla mnie żywa i pasjonująca, bo dotyczyła kogoś kto mieszkał już w moim sercu – Jezusa. Tak rozpoczął się w moim życiu, trwający do dziś proces poznawania Boga, Jego obietnic, Jego miłości do człowieka, Jego prawdy, Jego woli oraz całego bogactwa Jego chwały.

Bóg w cudowny sposób odmienił i wzbogacił nasze życie, znalazł wyjście z pozornie niemożliwych do rozwiązania sytuacji. Jednak najcenniejszą rzeczą jaką nas obdarował było otwarcie nam zupełnie nowej drogi: życia dla Królestwa Bożego, przywilej służenia Mu i zadedykowania się rzeczom wiecznym, tym które nie przeminą. Jesteśmy wraz z mężem pastorami Kościoła Jezusa Chrystusa w Warszawie i wraz z dziećmi służymy Bogu pomagając ludziom w poznawaniu Jedynego Pana i Jedynego Zbawiciela Jezusa Chrystusa oraz budując Jego Kościół. Widzimy wiele uratowanych i przemienionych ludzi, fizycznych uzdrowień, uwolnień z opresji demonicznych, odbudowanych rodzin. Jesteśmy codziennie świadkami potężnej mocy żywego Boga.

Gdyby nikt nie powiedział mi o Jezusie nie odnalazłabym prawdziwego celu, dla którego zostałam stworzona. Dlatego dziś dzielę się tym świadectwem abyś mógł się dowiedzieć, że Jezus jest również twoją drogą, twoją prawdą i twoim prawdziwym życiem.

Świadectwo Iwony

Jak wyglądało moje życie zanim poznałam Jezusa?

Od dziecka wiedziałam, że Bóg istnieje, modliłam się do Niego i byłam wysłuchiwana przez Niego. Jednak mimo to, że Bóg wysłuchiwał moich próśb – to nie doświadczałam niczego trwałego. Często dostawałam to co chciałam, ale jak spożytkowałam dar, to znów pojawiała się pustka, której niczym nie potrafiłam zapełnić.

W taki sposób doszłam do studiów. Na pierwszym roku we wrześniu, na sesji poprawkowej, nie mogłam zdać jednego egzaminu – z filozofii. Wiadomo, że gdy nie zda się jakiegoś egzaminu na I roku, to jest się usuniętym ze studiów. To spowodowało, że zaczęłam się bać, bo nie miałam pojęcia jak poprowadzić swoje życie dalej. Jeżeli nie zdam, to dokąd pójść, czym się zająć, jaki inny zawód wybrać. Coraz bardziej odczuwałam niepewność i lęk o przyszłość.

Jak przyjąłem Jezusa do mojego serca?

W takim stanie ducha postanowiłam pójść drogą, którą znałam z dzieciństwa – z prośbą do Boga. Gdy do Niego przyszłam i modliłam się, aby mi pomógł zdać egzamin, wtedy zdałam sobie sprawę, że przychodzę do Niego – biorę co mi da i odchodzę od Niego do swojego życia. Wtedy też zrozumiałam, że Bóg chce uczestniczyć w całym moim życiu, nie tylko dawać mi dary.

W związku z tym postanowiłam Mu je powierzyć. Po prostu powiedziałam Mu, że oddaję Mu moje życie i proszę Go, aby je poprowadził swoją drogą, bo to On jest Bogiem i wie wszystko.

Co zmieniło się we mnie i w moim życiu, co Bóg dla mnie uczynił po oddaniu mu swojego życia?

W tamtej chwili doświadczyłam ulgi, gdyż zdałam sobie sprawę, że już nie muszę troszczyć się sama o drogę swojego życia; że jest ktoś, kto mi podpowie co zrobić, gdzie pójść i pomoże to wykonać.

Po drugie doświadczyłam nadziei, że cokolwiek się wydarzy: czy zdam ten egzamin i zostanę na studiach, czy go nie zdam, moja przyszłość będzie dobra, nie zmarnuję swojego życia, bo jest ktoś, kto razem ze mną się o nie troszczy.

Po trzecie doświadczyłam też, że otrzymałam coś trwałego, coś co się nie skończy wraz ze zużyciem daru, który otrzymałam. Zrozumiałam, że mogę się na tym oprzeć w trudnych chwilach i budować dalej. W końcu pustka, która pojawiała się we mnie wcześniej została zapełniona czymś co się nie skończy wraz z darem. Potem zrozumiałam, że tym czymś trwałym jest sam Bóg – Jezus Chrystus, który wszedł do mojego życia, gdy Go zaprosiłam i będzie realizował dalszą część modlitwy – prowadził moje życie do samego końca.

Świadectwo Agnieszki

Urodziłam się w wierzącej rodzinie, szczególnie mój Tata jest osoba praktykującą. Do Kościoła chodziłam bardzo systematycznie i zawsze wiedziałam, że jest Bóg. Jako dziecko modliłam się i z perspektywy lat mogę powiedzieć, że Bóg wysłuchiwał moich dziecięcych i młodzieńczych próśb.

Chciałam być zawsze blisko Niego, ale zdawałam sobie sprawę, że jestem zbyt grzeszna i niedoskonała, tym bardziej, że miłość Bożą porównywałam do relacji z moim bardzo wymagającym ziemskim Tatą. Taty oczekiwań nie by łam w stanie spełnić.

Dorosłam, wyszłam za mąż, urodził nam się pierwszy syn. Mój mąż nie wierzył w Boga, ale nie zabraniał mi chodzić do Kościoła, W sumie z lenistwa, wygody wyszło tak, że łatwiej było zrezygnować z Boga, by nie konfrontować wyborów.

Nasze życie toczyło się według zasad rozumu, które nie zawsze mają potwierdzenie. Zaczęły piętrzyć się trudności, powoli przestawałam kontrolować swój świat.

Wtedy znajoma, widząc jak się miotam, powiedziała mi , że można inaczej -nie trzeba zmagać się samotnie. Powiedziała, że mogę wszystko powierzyć Panu Jezusowi, przepraszając za grzechy, dziękując za to co zrobił dla mnie na Krzyżu i przyjąć Go do serca jako Pana i Zbawiciela, a On wtedy przyjdzie w swojej chwale i pomoże mi w codziennym życiu i wyborach, bo mnie kocha, bo za mnie umarł.

Nie zastanawiałam się ani chwili, bo zawsze wiedziałam, że jest Bóg, ale nie sądziłam, że może być zainteresowany mną osobiście, że jestem dla Niego tak ważna. Moja droga z Panem Jezusem trwa już 19 lat. Bóg buduje zaufanie do siebie. Każdego dnia uczę się podejmować Jego wybory, a dobry Bóg cierpliwie znosi moje potknięcia, czeka i daje kolejną szansę.

Z Panem Jezusem jest łatwiej, spokojniej, pewniej. W ostatnim czasie mój mąż też osobiście poznał Pana Jezusa i muszę powiedzieć, że to jeden z dwóch najwspanialszych prezentów od Boga, drugim są dwaj nasi synowie. Bóg odbudowuje to, na co nie było nadziei, bo jest nadzieją, miłością i wciąż daje nowe szansę, dlatego warto żyć z Panem Jezusem każdego dnia!

Świadectwo Olgi

Zawsze, odkąd pamiętam, pragnęłam być blisko Boga. Urodziłam się w rodzinie ludzi wierzących i bardzo gorliwie uczestniczących w życiu kościoła katolickiego. Bóg zatem był zawsze ważny w naszym domu. I dla mnie też był ważny, ale pamiętam, że wzbudzał mój strach i sprawiał wrażenie, że jest niedostępny i że muszę się bardzo, ale to bardzo starać, żeby zasłużyć na życie wieczne z Nim. Starałam się zatem ze wszystkich sił być tak zwanym dobrym człowiekiem. Od zawsze też miałam ogromną chęć pomagania innym ludziom co w życiu duchowym przekładało się moje dziecięce rozterki a i poczucia winy – czy już wystarczająco pomodliłam się za wszystkich zmarłych z rodziny i znajomych, żeby zapewnić im przejście z czyśćca do nieba. Poczucie winy było dojmujące, zarówno w kwestiach codziennego życia i wypełniania dobrych uczynków ale i popełniania grzechów jak i modlitwy o innych. To, zamiast zbliżać mnie do Pana, coraz bardziej oddalało mnie od Niego. Co było robić – trzeba było szukać pośredników, bo oni przecież mają dostęp do tronu Boga i zaniosą moje modlitwy, bo ja nie byłam godna rozmawiać sama z Bogiem. Ale nadal, to czego najbardziej pragnęłam, to była osobista relacja z Bogiem – bez poczucia winy, z ufnością, z Jego obecnością w każdej chwili.

Pamiętam jak kilka lat temu przed wakacjami poszłam do spowiedzi i w bezsilności powiedziałam, że żyję tak, jakby Boga nie było blisko, a tak żyć nie chcę. Tego, co wówczas powiedział do mnie ksiądz, nie pamiętam. Ale tak naprawdę było to wołanie do Boga, a na Jego odpowiedź nie trzeba było długo czekać. W wakacje moja siostra opowiedziała mi o swojej osobistej relacji z Bogiem. Rozpłakałam się. Zapytała, czy chcę zaprosić Boga do mojego życia, przyjąć Jezusa Chrystusa i Jego wyznać jako swojego Pana i Zbawiciela. Bez wahania się zgodziłam, bo oto poczułam, że sam Bóg mnie znalazł i uratował. I od tego dnia ani przez jedną chwilę już nie czuję się daleko od Niego. On jest obecny zawsze i jest blisko, daje się poznawać i odpowiada. Zawsze odpowiada. Pozwolił mi też odnaleźć swoje miejsce we wspólnocie w Kościele Jezusa Chrystusa w Warszawie, gdzie wzrastam w poznaniu Jezusa i Bóg przygotowuje mnie do tego aby wypełnić moje powołanie pomagania innym, ale już nie we własnych ludzkich wysiłkach ale w Jego mocy. Niech będzie wysławione Jego Święte Imię!

2. Tęsknie oczekiwałem Pana;
Skłonił się ku mnie i wysłuchał wołania mojego.
3. Wydobył mnie z dołu zagłady,
z błota grzązkiego.
Postawił na skale nogi moje.
Umocnił kroki moje.
4. Włożył w usta moje nową pieśń,
Pieśń pochwalną dla Boga naszego.

                                                            Psalm 40

Świadectwo Zygmunta

Urodziłem się w roku 1936 i wychowywałem w rodzinie katolickiej. Komunia Św. była dla mnie wielkim przeżyciem i od tego czasu bardzo pokochałem Jezusa Chrystusa. Często o Nim myślałem i rozpamiętywałem Jego mękę, a szacunek i miłość do Niego tym bardziej się umocniła kiedy moim nauczycielem religii został wówczas b. zanany ksiądz Niedziela z parafii Św. Krzyża. Chętnie uczęszczałem na nauki i rekolekcje prowadzone przez tego księdza.

W późniejszym życiu trzeba było samemu przebywać z Jezusem i Jego nauką, a mnie sprawiało to wielkie trudności. Mimo, że miałem już w domu kilka wydań Pisma Świętego, czytanie go w samotności było dla mnie problemem. Uczęszczając do kościoła też byłem sam ze sobą i nie znajdowałem tam nikogo z kim będąc w osobistych relacjach mógłbym oddawać uwielbienie Jezusowi Chrystusowi. Powiem też, że mocno raziło mnie udzielanie płatnych odpustów. Dawałem datki na tacę, czasem nawet większe sumy, ale patrzyłem z niechęcią na pobieranie opłat za wszelkie czynności wynikające z obrządku, a szczególnie na ofiary za modły za dusze w czyśćcu cierpiące. W Piśmie Świętym bowiem nie udało mi się niczego przeczytać na ten temat .

Wszystko to sprawiło, że zacząłem rzadziej przychodzić na nabożeństwa, a potem w ogóle przestałem chodzić do kościoła. Praca zawodowa dawała mi dużą satysfakcję, niezłe zarobki i możliwość podróżowania po świecie. Poznałem ludzi wielu nacji i wyznań (w tym Arabowie, Hindusi, Żydzi), ale w tym wszystkim brakowało mi bliższych relacji z Bogiem.

W moim życiu sporty rekreacyjne zajmowały wiele miejsca. Od wieku chłopięcego aż do starości zajmowałem się żeglarstwem. Własny jacht, jeziora, morze etc. Turystyka motocyklowa, samochodowa, rowerowa, narciarstwo a nawet łyżwiarstwo to też były moje pasje.

Po przejściu na emeryturę do moich zainteresowań dołączyłem paralotniarstwo. Zrobiłem wszelkie potrzebne uprawnienia krajowe i międzynarodowe. Podróżowałem po wielu krajach z różnymi grupami paralotniarzy (głównie to byli młodzi ludzie ).Wykonałem setki startów i lądowań w różnych górach Europy i przebywałem wiele godzin w powietrzu na paralotni. Często dowcipkowałem cytując znany „apel do starych”:

"Miliardy są nas na tym świecie
Który chętnie widzimy przez szkła
Każdego z nas w dołku gniecie.

Miliardy są nas na tym świecie
Który chętnie widzimy przez szkła
Każdego z nas w dołku gniecie
I każdy z nas zgagę ma.
I choć ciągle strzyka w wątrobie
Choć nas dręczą zastrzyki i kaszel,
Dalej starcy!
Stańmy na głowie!
Ziemia młodym,
Lecz Niebo jest nasze!"

I właśnie w środowisku paralotniarskim spotkałem dzięki Bogu ludzi którzy zaprosili mnie do swojego kościoła. Wytłumaczyli i pokazali na czym polega zgodne z Biblią uwielbianie Jezusa Chrystusa i chodzenie Jego drogą.

Teraz parafrazując nieco fragmenty b. ciekawej książki, którą napisał słynny pastor Bill Hybels, śmiało mogę powiedzieć że:

  • nie jestem już samotny i mam lepszą społeczność z Jezusem,

  • w swych poszukiwaniach Boga mogę czerpać relacji z innymi ludźmi,

  • modląc się w grupie łatwiej mi odczuwać obecność Boga,

  • kiedy studiuje Biblię z innymi uczniami w zespole służba w kościele jest radością mojego życia,

  • kiedy oddaję Jezusowi chwałę razem z innymi wiernymi moje i ich uwielbienie nabiera dodatkowego wymiaru.

Stało się też to, że po publicznym wyznaniu, iż wierzę w Jezusa Chrystusa i że jest On moim Panem, nastąpiła zmiana w mojej duszy. W tym roku przyjąłem chrzest wodny przez zanurzenie.